W trzeciej części naszego cyklu dotyczącego historii polskiej „mieszkaniówki”, zajmiemy się latami 60 - tymi. Ta dekada kojarzy się starszym Polakom z gomułkowską „małą stabilizacją” i zawiedzionymi nadziejami na znaczącą liberalizację systemu po wydarzeniach z 1956 r. Jeżeli chodzi o gospodarkę mieszkaniową, to w latach 60 - tych były widoczne pozytywne zmiany. Dotyczyły one głównie wzrostu liczby lokali oraz domów.
Ekipa Gomułki forsowała oszczędnościowe podejście do mieszkań
Tak jak już wspomnieliśmy w poprzedniej części naszego cyklu, odwilż polityczna z 1956 r. przyniosła zmiany dotyczące również gospodarki mieszkaniowej. Przepisy wprowadzone w 1957 r. wyłączyły prywatne domy, kamienice oraz mieszkania w spółdzielczych budynkach z restrykcyjnego systemu kwaterunków. Dwanaście lat po zakończeniu II wojny światowej, ówczesne władze uznały, że wyczerpał się dotychczasowy model prowadzenia gospodarki mieszkaniowej. Likwidacja administracyjnego nadzoru nad częścią mieszkań, miała pobudzić rozwój budownictwa indywidualnego oraz spółdzielczego. Można uznać, że 1957 r. przyniósł koniec gospodarki mieszkaniowej realizowanej według radykalnych wzorców komunistycznych.
Zmiana zasad polityki mieszkaniowej, ucieszyła polskie społeczeństwo, ale wkrótce potem zaczęły uwidaczniać się pewne problemy. Po części wynikały one z osobistych poglądów pierwszego sekretarza KC PZPR. Władysław Gomułka nie popierał pewnych udogodnień uważanych przez niego za zbyteczne i kosztowne. Między innymi dlatego nowa ekipa rządząca zaczęła planować zaspokajanie potrzeb mieszkaniowych w sposób oszczędnościowy. Szybsza likwidacja deficytu mieszkaniowego miała zostać osiągnięta między innymi poprzez budowę lokali spółdzielczych i komunalnych posiadających kuchnię oraz łazienkę na korytarzu.
Treść znajduje się w archiwum
Możesz ją przeczytać kupując dostęp do naszego archiwum STANDARD.